Radość i optymizm trochę wyparowały, ale nie jest źle. Właściwie jest całkiem dobrze.
Odkrywam, jak można żyć inaczej, delektuję się smakami, jedzenie nie przeraża, niczego nie żałuję, staram się rozmawiać z ludźmi, dużo oglądam, trochę czytam, marzę - ale teraz moje marzenia są inne, lepsze, słodsze, zdrowsze.
Poznaję dziesiątki nowych historii, nowe twarze ludzi, których znam od lat, pozwalam dać się zaskoczyć, zachwycić. Uwalniam swoje prawdziwe emocje, mówię prawdę, zwierzam się ze zła w moim życiu. Reakcje są różne, ale ja czuję się w końcu wolna.
Chociaż jeszcze nie piękna, nie zaakceptowałam siebie, ale robię wszystko, żeby utrzymać się na powierzchni zdrowego rozsądku (który nigdy nie był moją mocną stroną).
Poddaję się moim pasjom i obsesjom z jeszcze większym zapałem niż kiedykolwiek. Oglądam ostatni odcinek serialu w kółko i w kółko, bo nie mogę pogodzić się z myślą, że to koniec. Przejmuję się życiem fikcyjnych bohaterów bardziej niż własnym, olewam szkołę, ale tylko trochę, bo nie mam czasu na naukę - jest tyle rzeczy do obejrzenia, poznania, przeczytania, zakochania się.
Miłość do starych filmów i Audrey Hepburn zawładnęły mną na nowo. Zaczęłam nawet ubierać się inaczej, trochę się malować, żeby urzeczywistnić moje marzenie o życiu w latach 50. - 60., najlepiej w Nowym Jorku.
Zmieniłam się, ale jednocześnie powróciło do życia wiele aspektów starej mnie. Teraz staram się wszystko połączyć w zgrabną całość, pookładać, aby zniknęło trochę chaosu z mojego życia.
Odkrywam, jak można żyć inaczej, delektuję się smakami, jedzenie nie przeraża, niczego nie żałuję, staram się rozmawiać z ludźmi, dużo oglądam, trochę czytam, marzę - ale teraz moje marzenia są inne, lepsze, słodsze, zdrowsze.
Poznaję dziesiątki nowych historii, nowe twarze ludzi, których znam od lat, pozwalam dać się zaskoczyć, zachwycić. Uwalniam swoje prawdziwe emocje, mówię prawdę, zwierzam się ze zła w moim życiu. Reakcje są różne, ale ja czuję się w końcu wolna.
Chociaż jeszcze nie piękna, nie zaakceptowałam siebie, ale robię wszystko, żeby utrzymać się na powierzchni zdrowego rozsądku (który nigdy nie był moją mocną stroną).
Poddaję się moim pasjom i obsesjom z jeszcze większym zapałem niż kiedykolwiek. Oglądam ostatni odcinek serialu w kółko i w kółko, bo nie mogę pogodzić się z myślą, że to koniec. Przejmuję się życiem fikcyjnych bohaterów bardziej niż własnym, olewam szkołę, ale tylko trochę, bo nie mam czasu na naukę - jest tyle rzeczy do obejrzenia, poznania, przeczytania, zakochania się.
Miłość do starych filmów i Audrey Hepburn zawładnęły mną na nowo. Zaczęłam nawet ubierać się inaczej, trochę się malować, żeby urzeczywistnić moje marzenie o życiu w latach 50. - 60., najlepiej w Nowym Jorku.
Zmieniłam się, ale jednocześnie powróciło do życia wiele aspektów starej mnie. Teraz staram się wszystko połączyć w zgrabną całość, pookładać, aby zniknęło trochę chaosu z mojego życia.
Tagi:
:)
26.05.2012 o godz. 19:55
komentuj (1)
Czuję jakby pokłady optymizmu gromadzone i więzione przez 6 lat nagle znalazły ujście zalewając mnie falą szaleńczego szczęścia. Nie stało się nic konkretnego, a jestem szczęśliwa jak nigdy.
Chyba zaczynam powoli godzić się z losem i zmieniać swoje nastawienie do świata i do siebie. Nie jestem beznadziejna i nie zasługuję na karę. Muszę zaakceptować siebie zamiast ciągle dążyć do perfekcji, której nigdy nie osiągnę.
Poczułam głód jakiego nie czułam od wielu lat. Głód życia, głód przygód, głód przyjaźni, głód ludzi, a nawet głód jedzenia i teraz nie przeszkadza mi, że go zaspokajam.
Ana zginie, tak jak kilka lat temu zginęła dawna Iwona.
Teraz buduję siebie na nowo. Z uśmiechu, radości, optymizmu, ludzi, przyjaźni, miłości, odwagi, marzeń i głodu.
Chyba zaczynam powoli godzić się z losem i zmieniać swoje nastawienie do świata i do siebie. Nie jestem beznadziejna i nie zasługuję na karę. Muszę zaakceptować siebie zamiast ciągle dążyć do perfekcji, której nigdy nie osiągnę.
Poczułam głód jakiego nie czułam od wielu lat. Głód życia, głód przygód, głód przyjaźni, głód ludzi, a nawet głód jedzenia i teraz nie przeszkadza mi, że go zaspokajam.
Ana zginie, tak jak kilka lat temu zginęła dawna Iwona.
Teraz buduję siebie na nowo. Z uśmiechu, radości, optymizmu, ludzi, przyjaźni, miłości, odwagi, marzeń i głodu.
Tagi:
:)
Kościane palce rozluźniły swój uchwyt, głos ucichł, a mimo to wcale nie czuję się lepiej, bo wiem, że mój sposób radzenia sobie z problemami nie jest dobry. Nie słyszę Any, bo albo chodzę pijana, albo palę tyle, że dym przesłania mi cały świat.
Ostatnio jednak mam wyjebane na wszystko (jakże poetycko), dosłownie. Olewam szkołę, nie przejmuję się konsekwencjami moich działań. Jakby puściły mi wszystkie hamulce. Nie podoba mi się to, ale wolę takie życie niż życie z Aną.
Wczoraj I. dała mi numer telefonu do poradni psychologicznej, ale nie ma takiej opcji żebym tam zadzwoniła. Ale zdziwiłam się, że się aż tak przejęła. Większośc ludzi ma na mnie wylane.
Dzisiaj w końcu obejrzałam 'Avengers', ale picie w kinie to nie był dobry pomysł, bo w sumie nie pamiętam za wiele z filmu.
Boże, stałam się taka jak osoby, którymi zawsze gardziłam.
Nie ogarniam siebie.
Ostatnio jednak mam wyjebane na wszystko (jakże poetycko), dosłownie. Olewam szkołę, nie przejmuję się konsekwencjami moich działań. Jakby puściły mi wszystkie hamulce. Nie podoba mi się to, ale wolę takie życie niż życie z Aną.
Wczoraj I. dała mi numer telefonu do poradni psychologicznej, ale nie ma takiej opcji żebym tam zadzwoniła. Ale zdziwiłam się, że się aż tak przejęła. Większośc ludzi ma na mnie wylane.
Dzisiaj w końcu obejrzałam 'Avengers', ale picie w kinie to nie był dobry pomysł, bo w sumie nie pamiętam za wiele z filmu.
Boże, stałam się taka jak osoby, którymi zawsze gardziłam.
Nie ogarniam siebie.
Tagi:
...
Robię wszystko, żeby tylko się nie uczyć na chemię i nie czytać "Lalki". Ostatnio strasznie zawalam szkołę (co dla mnie oznacza, że mam czwóry i tróje - wiem, jestem strasznym kujonem), ale jestem zbyt leniwa żeby porządnie się za coś wziąć.
Jutro na nowo zacznie się liczenie. Nie chcę tego, ale muszę coś ze sobą zrobić, bo dosłownie umieram za każdym razem, kiedy patrzę w lustro.
Jedyną pociechą są moje nowe obsesje: Tumblr, Loki, Tom Hiddleston i David Tennant. Siedzę więc sobie na Tumblerze, marnuję czas i po raz kolejny zastanawiam się, co ja do cholery wyprawiam ze swoim życiem? Nie tak to miało wyglądać. Nie miałam palić, nie miałam się ciąć, nie miałam zamykać się w sobie, nie miałam urywać się z lekcji na piwo.
Miałam być idealna. A mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym dalej jestem od mojego celu. Pewnie powinnam dać sobie spokój z tym wszystkim i zamiast to jeszcze pogarszać, starać się z tym walczyć. Ale co mi zostanie bez tego? Wtedy moje życie już w ogóle nie miałoby sensu.
Siedzę więc sobie, robię ściągi na chemie (kocham ten przedmiot, ale po co się uczyć, skoro można ściągać?), myślę na jakie kolory pomalować sobie paznokcie i czy ktoś pojechałby ze mną na 'Avengers'. Mam dwa darmowe bilety i nikogo kto by ze mną jechał. W ostateczności pojadę sama, bo MUSZĘ zobaczyc ten film i Lokiego <3
Jutro na nowo zacznie się liczenie. Nie chcę tego, ale muszę coś ze sobą zrobić, bo dosłownie umieram za każdym razem, kiedy patrzę w lustro.
Jedyną pociechą są moje nowe obsesje: Tumblr, Loki, Tom Hiddleston i David Tennant. Siedzę więc sobie na Tumblerze, marnuję czas i po raz kolejny zastanawiam się, co ja do cholery wyprawiam ze swoim życiem? Nie tak to miało wyglądać. Nie miałam palić, nie miałam się ciąć, nie miałam zamykać się w sobie, nie miałam urywać się z lekcji na piwo.
Miałam być idealna. A mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym dalej jestem od mojego celu. Pewnie powinnam dać sobie spokój z tym wszystkim i zamiast to jeszcze pogarszać, starać się z tym walczyć. Ale co mi zostanie bez tego? Wtedy moje życie już w ogóle nie miałoby sensu.
Siedzę więc sobie, robię ściągi na chemie (kocham ten przedmiot, ale po co się uczyć, skoro można ściągać?), myślę na jakie kolory pomalować sobie paznokcie i czy ktoś pojechałby ze mną na 'Avengers'. Mam dwa darmowe bilety i nikogo kto by ze mną jechał. W ostateczności pojadę sama, bo MUSZĘ zobaczyc ten film i Lokiego <3
Tagi:
:)
Duchy skradają się do nas w ciemnościach i kiedy śpimy oplatają nasze myśli czarnymi pajęczynami samo-nienawiści. Kościane palce wyciągają się do nas w ciemnościach i nie możemy się nawet bronic, bo światło mogłoby rozproszyć mrok w naszych duszach, a do tego nie możemy dopuścić. Jedyne, co możemy zrobić to zamknąć oczy i liczyć na to, że po przebudzeniu klatka naszych kości będzie bardziej widoczna, ciaśniejsza. Jedyne o czym marzymy to móc ujrzeć kim naprawdę jesteśmy pod tym wszystkim, zobaczyć jak będziemy wyglądać, gdy nasze ciała już się rozłożą 6 metrów pod ziemią.
Chcemy umrzeć za życia, bo to jedyne wyjście, aby uciszyć głosy kłębiące się w naszych głowach, aby stłuc odbicie.
Wyzwolić się z ciała i wznieść się do kryształowo-porcelanowego nieba, gdzie latają porcelanowe motyle i uskrzydlone kryształowe serca.
Nikt nie da rady ściągnąć nas w dół, bo tam naprawdę należymy. Tam jest nasze miejsce.
A kiedy odlecimy Ana znajdzie sobie nową ofiarę-przyjaciółkę. TO nigdy się nie skończy, bo żadna z nas nie jest na tyle silna aby ją zabić.
Zabijamy siebie w sobie, ale Any nikt nie odważa się tknąć, bo gdyby zniknęła nasze życie mogłoby stać się jeszcze gorsze, a tego byśmy nie zniosły.
Pragniemy uwolnienia, a tylko Ana może je nam dac i pokazac nam jak uwolnic się z kościanej klatki. Im dłuzej będziemy pragnąc, tym szybciej, lepiej, wykonamy swoje zadanie i znikniemy w otchłani, w której latają motyle, świeci słońce, a kosci budują wszystko i trzymają razem.
Zejdziemy po kryształowych schodach i znajdziemy się w chłodnej otchłani piekieł, za która tak tęsknimy.
Nikt nas nie powstrzyma.
Chcemy umrzeć za życia, bo to jedyne wyjście, aby uciszyć głosy kłębiące się w naszych głowach, aby stłuc odbicie.
Wyzwolić się z ciała i wznieść się do kryształowo-porcelanowego nieba, gdzie latają porcelanowe motyle i uskrzydlone kryształowe serca.
Nikt nie da rady ściągnąć nas w dół, bo tam naprawdę należymy. Tam jest nasze miejsce.
A kiedy odlecimy Ana znajdzie sobie nową ofiarę-przyjaciółkę. TO nigdy się nie skończy, bo żadna z nas nie jest na tyle silna aby ją zabić.
Zabijamy siebie w sobie, ale Any nikt nie odważa się tknąć, bo gdyby zniknęła nasze życie mogłoby stać się jeszcze gorsze, a tego byśmy nie zniosły.
Pragniemy uwolnienia, a tylko Ana może je nam dac i pokazac nam jak uwolnic się z kościanej klatki. Im dłuzej będziemy pragnąc, tym szybciej, lepiej, wykonamy swoje zadanie i znikniemy w otchłani, w której latają motyle, świeci słońce, a kosci budują wszystko i trzymają razem.
Zejdziemy po kryształowych schodach i znajdziemy się w chłodnej otchłani piekieł, za która tak tęsknimy.
Nikt nas nie powstrzyma.
Tagi:
:(
Koniec koniec koniec koniec
Koniec beznadziei w jakiej tkwię już tak długo. Czas pogodzić się z losem, dać się poprowadzić ku szczęściu.
Koniec walki - przegrałam na tyle sposobów, że wyczerpałam już swój limit, nikt nie dostał od losu tylu szans co ja, a i tak wszystkie zmarnowałam. Po co prosić o więcej, kiedy można prosić o mniej?
Koniec ułudy, prawda uderza mnie nocą z taką siłą, że zwijam się z bólu i krztuszę od łez.
Koniec zawieszenia. Skoro nie potrafię pójść naprzód, muszę ruszyć w tył.
Ona wygrała. Śmieje się do mnie, czeka już z wyciągniętymi ramionami - pragnie tylko tych 13kg. Co to za cena w obliczu wiecznego szczęścia i spokoju.
Czas dotknąć dna, sprawdzić jak długo, jak szybko, jak mocno, jak boleśnie...
Przestałam się miotać, kierunek jest prosty, jak blizny na ciele, wyrazisty, jak liczby na wadze, jasny - jak przyszłość.
Chociaż tak naprawdę wracam do przeszłości, ale tym razem posunę się dalej niż kiedykolwiek. A potem nareszcie będę wolna - kto wie, może nawet uda mi się polecieć?
Koniec beznadziei w jakiej tkwię już tak długo. Czas pogodzić się z losem, dać się poprowadzić ku szczęściu.
Koniec walki - przegrałam na tyle sposobów, że wyczerpałam już swój limit, nikt nie dostał od losu tylu szans co ja, a i tak wszystkie zmarnowałam. Po co prosić o więcej, kiedy można prosić o mniej?
Koniec ułudy, prawda uderza mnie nocą z taką siłą, że zwijam się z bólu i krztuszę od łez.
Koniec zawieszenia. Skoro nie potrafię pójść naprzód, muszę ruszyć w tył.
Ona wygrała. Śmieje się do mnie, czeka już z wyciągniętymi ramionami - pragnie tylko tych 13kg. Co to za cena w obliczu wiecznego szczęścia i spokoju.
Czas dotknąć dna, sprawdzić jak długo, jak szybko, jak mocno, jak boleśnie...
Przestałam się miotać, kierunek jest prosty, jak blizny na ciele, wyrazisty, jak liczby na wadze, jasny - jak przyszłość.
Chociaż tak naprawdę wracam do przeszłości, ale tym razem posunę się dalej niż kiedykolwiek. A potem nareszcie będę wolna - kto wie, może nawet uda mi się polecieć?
Tagi:
koniec początek
Koniec kwietnia/początek maja był dziwny. Nadal jest. W sobotę byłam na dyskotece, upiłam się prawie do nieprzytomności, rzygałam, spałam i dostałam takich drgawek, że nie mogłam chodzić. Tak, 'poniósł mnie melanż'. I jest mi tak strasznie wstyd, czuję się jak szmata. W poniedziałek paliłam z A. marihuanę, potem spałam na kanapie u N., a we wtorek rano jechałam z rodziną na kajaki. Wpadłam dwa razy do wody i znowu złapałam moje uczulenie na słońce, więc teraz nie mogę przez kilka dni wychodzić z domu.
Siedzę więc sobie w samotnej otchłani serialowo-książkowo-senno-chorej rzeczywistości.
O Anie nie myślę (prawie) i chcę, żeby tak zostało. Jutro też przesiedzę cały dzień w piżamie. I będzie fantastycznie. Zero ludzi. Zero alkoholu. Zero Any. Zero liczenia kalorii.
Tylko ja, moje łóżko, książka, Sherlock i Doctor Who.
Czasem życie naprawdę nie jest takie złe
Siedzę więc sobie w samotnej otchłani serialowo-książkowo-senno-chorej rzeczywistości.
O Anie nie myślę (prawie) i chcę, żeby tak zostało. Jutro też przesiedzę cały dzień w piżamie. I będzie fantastycznie. Zero ludzi. Zero alkoholu. Zero Any. Zero liczenia kalorii.
Tylko ja, moje łóżko, książka, Sherlock i Doctor Who.
Czasem życie naprawdę nie jest takie złe
Tagi:
:)
Znowu wpadam w mroczną otchłań autodestrukcji. Pozbawiona możliwości rzygania, znowu sięgnęłam po nóż. A już myślałam, że chociaż to się skończyło. I powracają te straszne myśli, których nawet nie potrafię sformułować.
Zatraciłam już chyba zdolność płakania. Jestem wyprana z uczuć, poza tym jednym - całkowitą pogardą dla samej siebie.
Na 10 objawów depresji mam 9. Potrzebuję jakichś magicznych pigułek, które sprawiłyby, że stałabym się szczęśliwa i pewna siebie. Ale żeby je dostać, musiałabym wszystko ujawnić.
Chociaż i tak niedługo prawda wyjdzie na jaw - blizn nie da się ukryć na plaży.
Cienie tańczą na krawędzi mojej świadomości, ostatkiem sił staram się je odpychać, ale one wciąż napierają, aż w końcu czuję ten lodowaty dotyk kościanych palców, przed którym tyle uciekałam i za którym tak tęskniłam.
Moje życie znowu staje się czarno-białe.
codziennie
sekuję moje ciało
wyjmuję i ogladam
oddzielnie układam
pragnienie
tęsknotę
ból
doskonale apolityczna
aspołeczna
siedzę w kucki
nad stosem mięsa
segreguję
jak rzeźnik w jatce
pragnienie
tęsknotę
ból
H.P.
Zatraciłam już chyba zdolność płakania. Jestem wyprana z uczuć, poza tym jednym - całkowitą pogardą dla samej siebie.
Na 10 objawów depresji mam 9. Potrzebuję jakichś magicznych pigułek, które sprawiłyby, że stałabym się szczęśliwa i pewna siebie. Ale żeby je dostać, musiałabym wszystko ujawnić.
Chociaż i tak niedługo prawda wyjdzie na jaw - blizn nie da się ukryć na plaży.
Cienie tańczą na krawędzi mojej świadomości, ostatkiem sił staram się je odpychać, ale one wciąż napierają, aż w końcu czuję ten lodowaty dotyk kościanych palców, przed którym tyle uciekałam i za którym tak tęskniłam.
Moje życie znowu staje się czarno-białe.
codziennie
sekuję moje ciało
wyjmuję i ogladam
oddzielnie układam
pragnienie
tęsknotę
ból
doskonale apolityczna
aspołeczna
siedzę w kucki
nad stosem mięsa
segreguję
jak rzeźnik w jatce
pragnienie
tęsknotę
ból
H.P.
Tagi:
...
"We turn skeletons into goddesses and look to them as if they might teach us how not to need"
Kości kości kości kości/ zdrowie zdrowie zdrowie/ tłuszcz tłuszcz tłuszcz/jedzenie jedzenie jedzenie/ normalność normalność normalność/ głód głód głód/ Ana Ana Ana/ walka walka walka
Jestem o krok od wejścia na tą niebezpieczną ścieżkę, po której kroczą porcelanowe motyle i kryształowe szkielety. Lustro płacze coraz częściej, znowu nie poznaję twarzy, którą w nim widzę.
Świadomość samo-istnienia mnie dobija.
I nawet nie mam niczego, co powstrzymałoby mnie przed ucieczką w Krainę Perfekcji. Gdybym zdobyła się na Ostateczny Wysiłek może przestałabym odczuwać tak boleśnie rzeczywistość.
Zabawne jak w ciągu 24 godzin całe życie może stracić znaczenie. A marzenia i pragnienia mogą stać się najgorszym wrogiem.
"Co jest szczęściem? - Uczucie, że moc rośnie, że przezwycięża się opór"
F. N.
Tagi:
...
Ostatnie kilka dni spędziłam w dziwnym stanie nie-istnienia. Leżałam w łóżku, spałam, a w nielicznych momentach przebudzenia czytałam. I tak upłynął mi cały weekend. Nawet nie byłam aż tak bardzo chora, ale nie mogłam zdobyć się na to, żeby wstać, ubrać się i coś zrobić. Kiedyś już miewałam taki nastrój i nigdy nie wróżył on niczego dobrego. Myślałam, że dni, w których ogarnia mnie taka apatia i zniechęcenie mam już za sobą.
To zawsze wiązało się z ponownym uderzeniem Any. Jakby osłabiała mnie fizycznie i psychicznie, żeby potem łatwiej mogła mną zawładnąć. Zawsze potem jadłam jeszcze mniej i robiłam różne zwariowane rzeczy, żeby tylko ją zadowolić.
Ale nie tym razem! Naprawdę, nie mam zamiaru spędzić reszty życia w strachu przed nią. Krok po kroku uda mi się od niej uwolnić.
Najważniejsze to przestać czuć wyrzuty sumienia po każdym kęsie i zaakceptować fakt, że nigdy nie będę idealna. Bo to po prostu niemożliwe. Muszę przestać słuchać mojej matki gadającej o tym, jak to 'trzeba jakoś na wiosnę wyglądać', muszę przestać patrzeć ile je, ile ćwiczy, muszę ignorować jej spojrzenia ile razy jem jakiś słodycz.
To, że ona ma coś nie tak z głową, nie znaczy, że ja też muszę mieć.
Będę zdrowa, będę wolna - tylko co potem?
To zawsze wiązało się z ponownym uderzeniem Any. Jakby osłabiała mnie fizycznie i psychicznie, żeby potem łatwiej mogła mną zawładnąć. Zawsze potem jadłam jeszcze mniej i robiłam różne zwariowane rzeczy, żeby tylko ją zadowolić.
Ale nie tym razem! Naprawdę, nie mam zamiaru spędzić reszty życia w strachu przed nią. Krok po kroku uda mi się od niej uwolnić.
Najważniejsze to przestać czuć wyrzuty sumienia po każdym kęsie i zaakceptować fakt, że nigdy nie będę idealna. Bo to po prostu niemożliwe. Muszę przestać słuchać mojej matki gadającej o tym, jak to 'trzeba jakoś na wiosnę wyglądać', muszę przestać patrzeć ile je, ile ćwiczy, muszę ignorować jej spojrzenia ile razy jem jakiś słodycz.
To, że ona ma coś nie tak z głową, nie znaczy, że ja też muszę mieć.
Będę zdrowa, będę wolna - tylko co potem?
"Mieć uczucie, że jest się spętanym, a równocześnie inne uczucie, że po uwolnieniu z pet byłoby jeszcze gorzej"
Franz Kafka
Franz Kafka
Tagi:
:)
Umieram. Głowa mi pęka mimo magicznych tabletek na migrenę, dywan tonie w chusteczkach a ja ledwo się ruszam. Mimo to poszłam do szkoły, ale okazało się, że pisanie sprawdzianu z gorączką to nie najlepszy pomysł.
Teraz siedzę, wypijam litry herbaty z cytryną i rozmyślam. Dla mojej psychiki 'Zbrodnia i kara' + Death Note = totalny burdel w głowie. Czy byłabym zdolna do zabicia człowieka? Przerażające jest, że w dużej mierze moje poglądy i myśli pokrywają się z poglądami Lighta i Raskolnikowa. Zawsze podejrzewałam, że w jakimś stopniu jestem socjopatką.
Nie czuję np. miłości. Do nikogo - ani do moich rodziców, ani przyjaciół, ani nawet do samej siebie. Nie potrafię budować normalnych relacji z innymi ludźmi. I czasem naprawdę myślę, że najlepszym wyjściem dla świata byłoby zlikwidowanie pewnych jednostek.
Och, to te książki tak na mnie działają. Kiedyś pewnie zwariuję i nawet dobrze mi z tą świadomością, bo jako wariatka nie będę się musiała przejmować rzeczywistością.
"Jeśli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy naraz, to , owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi, wykluczającymi się nawzajem pragnieniami."
Sylvia Plath
Teraz siedzę, wypijam litry herbaty z cytryną i rozmyślam. Dla mojej psychiki 'Zbrodnia i kara' + Death Note = totalny burdel w głowie. Czy byłabym zdolna do zabicia człowieka? Przerażające jest, że w dużej mierze moje poglądy i myśli pokrywają się z poglądami Lighta i Raskolnikowa. Zawsze podejrzewałam, że w jakimś stopniu jestem socjopatką.
Nie czuję np. miłości. Do nikogo - ani do moich rodziców, ani przyjaciół, ani nawet do samej siebie. Nie potrafię budować normalnych relacji z innymi ludźmi. I czasem naprawdę myślę, że najlepszym wyjściem dla świata byłoby zlikwidowanie pewnych jednostek.
Och, to te książki tak na mnie działają. Kiedyś pewnie zwariuję i nawet dobrze mi z tą świadomością, bo jako wariatka nie będę się musiała przejmować rzeczywistością.
"Jeśli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy naraz, to , owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi, wykluczającymi się nawzajem pragnieniami."
Sylvia Plath
Tagi:
...
Fascynacji rosyjskimi pisarzami ciąg dalszy. Jak tylko skończę 'Zbrodnię i karę' zabieram się za 'Mistrza i Małgorzatę'. Muszę jeszcze przeczytać 'Proces', 'Taniec ze smokami' i książkę, o której marzyłam od miesięcy, a którą w końcu dostałam - panie i panowie - 'Wszystkie przygody Sherlocka Holmesa'! Książka ma 1100 stron i już zacieram ręce na myśl o nieprzespanych nocach i bolących oczach. Słodkie cierpienie.
Co do cierpienia, przez dwa dni udało mi się funkcjonować prawie normalnie i czuję, że może nawet udałoby mi się wydostać z tego całego bagna, gdybym przestała marzyc o chudości i perfekcji. Jem, ale jednocześnie oglądam setki thinspiracji, co na pewno nie jest dobre.
W dodatku jestem chora, w szkole wyciskają z nas ostatnie soki i jeszcze teraz ten kurs prawa jazdy. Jutro robię sobie wolne i mam zamiar siedzieć w domu, pic herbatę z cytryną i czytać książki. A biada temu, kto mi w tym przeszkodzi.
Dziś mam dobry humor. Może zjadłabym kolację?
Co do cierpienia, przez dwa dni udało mi się funkcjonować prawie normalnie i czuję, że może nawet udałoby mi się wydostać z tego całego bagna, gdybym przestała marzyc o chudości i perfekcji. Jem, ale jednocześnie oglądam setki thinspiracji, co na pewno nie jest dobre.
W dodatku jestem chora, w szkole wyciskają z nas ostatnie soki i jeszcze teraz ten kurs prawa jazdy. Jutro robię sobie wolne i mam zamiar siedzieć w domu, pic herbatę z cytryną i czytać książki. A biada temu, kto mi w tym przeszkodzi.
Dziś mam dobry humor. Może zjadłabym kolację?
"Czasami nie chodzi o to, aby się zmieniło na lepsze. Najczęściej chodzi o to, aby zmieniło się cokolwiek."
Marek Hłasko
Marek Hłasko
Tagi:
:)
Rosyjscy pisarze znowu mącą mi w głowie. Panie Dostojewski, musi pan tak skrzywiać mi, i tak już wypaczoną, psychikę? Ale nie narzekam, bo w słowach odnajduję zapomnienie (który to już raz?).
Nie mogę jednak uciekać przed bolesną prawdą, którą wszyscy uświadamiają mi coraz brutalniej. JA uświadamiam sobie coraz wyraźniej, na czym powinna polegać moja walka. Obiecuję, że się postaram, choć nie obiecuję, że mi się uda.
Czy normalni ludzie też czują strach przed wyjściem z domu? Czy proste czynności, typu zapisanie się na kurs prawa jazdy, okazują się być niemalże ponad ich siły? Kolejny krok na drodze mojego uwalniania się ze złotej klatki, w której zamknęli mnie moi rodzice prawie 18 lat temu. Chociaż i tak po każdym wyjściu z domu prawie biegnę, aby z powrotem zamknąć się w ciasnocie mojego pokoju i dać się dręczyć demonom.
Moja głowa aktualnie jest wypełniona datami i Napoleonem, panem Dostojewskim, panią Orzeszkową (której nie polubiłam ani trochę) i ostatnim tomem "Death Note", który leży biedny i odrzucony na rzecz moich szkolnych ambicji.
Wczoraj rzygałam tęczą.
Czasem jednak zdarza się w naszym życiu tragedia posiadająca pierwiastki artystycznego piękna"
Oscar Wilde
Nie mogę jednak uciekać przed bolesną prawdą, którą wszyscy uświadamiają mi coraz brutalniej. JA uświadamiam sobie coraz wyraźniej, na czym powinna polegać moja walka. Obiecuję, że się postaram, choć nie obiecuję, że mi się uda.
Czy normalni ludzie też czują strach przed wyjściem z domu? Czy proste czynności, typu zapisanie się na kurs prawa jazdy, okazują się być niemalże ponad ich siły? Kolejny krok na drodze mojego uwalniania się ze złotej klatki, w której zamknęli mnie moi rodzice prawie 18 lat temu. Chociaż i tak po każdym wyjściu z domu prawie biegnę, aby z powrotem zamknąć się w ciasnocie mojego pokoju i dać się dręczyć demonom.
Moja głowa aktualnie jest wypełniona datami i Napoleonem, panem Dostojewskim, panią Orzeszkową (której nie polubiłam ani trochę) i ostatnim tomem "Death Note", który leży biedny i odrzucony na rzecz moich szkolnych ambicji.
Wczoraj rzygałam tęczą.
Czasem jednak zdarza się w naszym życiu tragedia posiadająca pierwiastki artystycznego piękna"
Oscar Wilde
Tagi:
:)
Potrzebuję magii. Naprawdę, umrę jeśli nie dostarczę mojemu organizmowi odpowiedniej dawki magii. Przez tyle lat używałam różnych jej substytutów, żeby utrzymać się przy życiu, ale te substytuty już nie działają. Potrzebuję czegoś silniejszego, bo inaczej proza życia mnie zabije.
Dla dziewczyny takiej jak ja, nienawidzącej rzeczywistości z całych sił, magia zawsze była ratunkiem. Szukałam jej wszędzie, w każdym wschodzie słońca, muzyce, tańcu, marzeniach, poezji, książkach, nawet w ludziach. A teraz... taka magia przestała mi wystarczać. Potrzebuję innej jej formy, i znam 'osobę', która może mi to zapewnić.
Miałam być silna, ale nigdy nie byłam i nie będę. Jestem marzycielką żywiącą się magią (czy też raczej tym, co uważam za magię), a teraz jedyną magią jaką mogę otrzymać jest Ana. Rzeczywistość jest paskudna, na tyle, że znowu wpycha mnie w Jej sidła.
Święta miały być magiczne, ale nie były. Nic nie jest już magiczne. Oprócz Any.
Bez magii w moim życiu umrę - albo będę umierała powoli albo zakończę to jednym szybkim ruchem, bo nie ma takiej możliwości, żebym dała radę przeżyć bez niej...
Dla dziewczyny takiej jak ja, nienawidzącej rzeczywistości z całych sił, magia zawsze była ratunkiem. Szukałam jej wszędzie, w każdym wschodzie słońca, muzyce, tańcu, marzeniach, poezji, książkach, nawet w ludziach. A teraz... taka magia przestała mi wystarczać. Potrzebuję innej jej formy, i znam 'osobę', która może mi to zapewnić.
Miałam być silna, ale nigdy nie byłam i nie będę. Jestem marzycielką żywiącą się magią (czy też raczej tym, co uważam za magię), a teraz jedyną magią jaką mogę otrzymać jest Ana. Rzeczywistość jest paskudna, na tyle, że znowu wpycha mnie w Jej sidła.
Święta miały być magiczne, ale nie były. Nic nie jest już magiczne. Oprócz Any.
Bez magii w moim życiu umrę - albo będę umierała powoli albo zakończę to jednym szybkim ruchem, bo nie ma takiej możliwości, żebym dała radę przeżyć bez niej...
drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli
i czuję jak pode mną
przestępuje z nogi na nogę okręt
i ocean niezmierzony
bez żadnego brzegu
zamknięta w łupinie drewna
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego
H.P.
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli
i czuję jak pode mną
przestępuje z nogi na nogę okręt
i ocean niezmierzony
bez żadnego brzegu
zamknięta w łupinie drewna
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego
H.P.
Tagi:
...
Miałam wrócić do życia, ale zbliżające się święta i wolne dni zupełnie temu nie sprzyjają. Zatapiam się w magicznych, książkowych światach, gubię w stosach książek walających się po podłodze (może zamienię szafę na biblioteczkę? po co mi ubrania skoro poza szkołą i tak nigdzie nie wychodzę), przenoszę się do innych wymiarów. I marzę, marzę, marzę.
O innym życiu. O tym, co mogłabym zrobić, gdybym tylko była wystarczająco silna. O wszystkim, co mogłabym mieć, gdybym tylko wykrzesała z siebie odrobinę wysiłku. O ludziach, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić, gdybym tylko nie była tak aspołeczna.
Oczywiście, żadna z tych rzeczy się nie spełni. Magia marzeń.
Och, zapomniałabym - może jednak nie jestem aż tak aspołeczna jak to sobie wmawiam, bo jutro spotykam się z A., która przyjeżdża do Polski na święta. Więc przynajmniej raz w ciągu tych wolnych dni wyjdę z domu. Duży postęp jak na mnie.
Myślałam też o tym, żeby pofarbować sobie włosy na wiśniowo, marzy mi się kolor Emily ze Skinsów. Zawsze wprowadzałam do swojego otoczenia mnóstwo kolorów, więc to byłby dobry sposób na to, by było ich jeszcze więcej.
Dla mnie zawsze kolory = magia. Im więcej kolorów, tym lepiej się czuję. To dziwne, że mała, anorektyczna, depresyjna ja, na zewnątrz jest taka kolorowa, roześmiana i optymistyczna. Magia kolorów.
O innym życiu. O tym, co mogłabym zrobić, gdybym tylko była wystarczająco silna. O wszystkim, co mogłabym mieć, gdybym tylko wykrzesała z siebie odrobinę wysiłku. O ludziach, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić, gdybym tylko nie była tak aspołeczna.
Oczywiście, żadna z tych rzeczy się nie spełni. Magia marzeń.
Och, zapomniałabym - może jednak nie jestem aż tak aspołeczna jak to sobie wmawiam, bo jutro spotykam się z A., która przyjeżdża do Polski na święta. Więc przynajmniej raz w ciągu tych wolnych dni wyjdę z domu. Duży postęp jak na mnie.
Myślałam też o tym, żeby pofarbować sobie włosy na wiśniowo, marzy mi się kolor Emily ze Skinsów. Zawsze wprowadzałam do swojego otoczenia mnóstwo kolorów, więc to byłby dobry sposób na to, by było ich jeszcze więcej.
Dla mnie zawsze kolory = magia. Im więcej kolorów, tym lepiej się czuję. To dziwne, że mała, anorektyczna, depresyjna ja, na zewnątrz jest taka kolorowa, roześmiana i optymistyczna. Magia kolorów.
Tagi:
:)
Przestawiłam się na tryb pół-życia, żeby nie musieć myśleć i czuć. Oczywiście, w końcu będę musiała się otrząsnąć, ale na razie jestem nawet szczęśliwa, bo zawiesiłam swoje czynności życiowe do stopnia, w którym przestałam już analizować cokolwiek. Stoję sobie w miejscu, a życie i rzeczywistość przepływają obok mnie.
Oczywiście, nie mogę tak całkiem zapomnieć o realnym świecie (ale uwierzcie mi, naprawdę się staram), muszę wypełniać chociaż minimum moich obowiązków. Dlatego dzisiejszą noc, zamiast spędzić z Sherlockiem, Doctorem Who, Bleach albo Naruto, przesiedzę zatopiona w polskim romantyzmie, wkuwając interpretacje wierszy naszego wieszcza narodowego i innych, z którymi w większości nawet się nie zgadzam. Czemu muszę się tego uczyć? Poezja jest chyba od tego, żeby każdy mógł ją interpretować na własny sposób, przynajmniej ja zawsze tak robię. Co nie przekłada się na szóstkową średnią z polskiego, chociaż to mój ulubiony przedmiot. Kocham literaturę i poezję, naprawdę, ale sposób uczenia mojej polonistki sprawia, że na słowo 'Mickiewicz' ogarniają mnie mdłości.
Ponarzekałam sobie, więc teraz mogę ze spokojnym umysłem zacząć ogarniać rzeczy, które powinnam była ogarnąć tydzień temu, ale byłam zbyt nieogarnięta, żeby o pamiętać o ich ogarnianiu.
Oczywiście, nie mogę tak całkiem zapomnieć o realnym świecie (ale uwierzcie mi, naprawdę się staram), muszę wypełniać chociaż minimum moich obowiązków. Dlatego dzisiejszą noc, zamiast spędzić z Sherlockiem, Doctorem Who, Bleach albo Naruto, przesiedzę zatopiona w polskim romantyzmie, wkuwając interpretacje wierszy naszego wieszcza narodowego i innych, z którymi w większości nawet się nie zgadzam. Czemu muszę się tego uczyć? Poezja jest chyba od tego, żeby każdy mógł ją interpretować na własny sposób, przynajmniej ja zawsze tak robię. Co nie przekłada się na szóstkową średnią z polskiego, chociaż to mój ulubiony przedmiot. Kocham literaturę i poezję, naprawdę, ale sposób uczenia mojej polonistki sprawia, że na słowo 'Mickiewicz' ogarniają mnie mdłości.
Ponarzekałam sobie, więc teraz mogę ze spokojnym umysłem zacząć ogarniać rzeczy, które powinnam była ogarnąć tydzień temu, ale byłam zbyt nieogarnięta, żeby o pamiętać o ich ogarnianiu.
Tagi:
:)
Nie będę się rozwodziła nad tym straconym weekendem, dość już się napłakałam z tego powodu. Powiem tylko jedno: jeśli mam do wyboru tylko tłuszcz albo kości, wybieram kości. Metafory Any wywarły bardzo silne wrażenie na 12-letniej dziewczynce. Dziewczynka 18-letnia nadal jest pod ich wpływem.
Jednak chyba jest dobrze, skoro moje BMI to 20, to przecież muszę być zdrowa? Chociaż najbardziej zdrowa się czułam gdy liczby mówiły 16 - 16 - 16, Ana szeptała mi do ucha nowe cele, a ja posłuszna jak marionetka wypełniałam każde jej polecenie.
A potem się zbuntowałam. Z doskonałego, porcelanowego motyla zmieniłam się w obrzydliwą poczwarkę. Chyba nie taka powinna być kolejność?
Do tego jeszcze dzisiaj w szkole musieliśmy zadeklarować jakie przedmioty chcemy zdawać na maturze. Nie umiem nawet zdecydować co zjeść na obiad, a decyzje odnośnie mojej przyszłości są dla mnie przerażające. Czasem nawet chciałabym nie musieć decydować.
Ale na tym to polega, prawda? Mam na myśli życie. Polega na podejmowaniu decyzji, których, w moim przypadku, prawie zawsze żałuję.
Do dupy z tym wszystkim. Idę spać.
Jednak chyba jest dobrze, skoro moje BMI to 20, to przecież muszę być zdrowa? Chociaż najbardziej zdrowa się czułam gdy liczby mówiły 16 - 16 - 16, Ana szeptała mi do ucha nowe cele, a ja posłuszna jak marionetka wypełniałam każde jej polecenie.
A potem się zbuntowałam. Z doskonałego, porcelanowego motyla zmieniłam się w obrzydliwą poczwarkę. Chyba nie taka powinna być kolejność?
Do tego jeszcze dzisiaj w szkole musieliśmy zadeklarować jakie przedmioty chcemy zdawać na maturze. Nie umiem nawet zdecydować co zjeść na obiad, a decyzje odnośnie mojej przyszłości są dla mnie przerażające. Czasem nawet chciałabym nie musieć decydować.
Ale na tym to polega, prawda? Mam na myśli życie. Polega na podejmowaniu decyzji, których, w moim przypadku, prawie zawsze żałuję.
Do dupy z tym wszystkim. Idę spać.
Tagi:
...
Nareszcie znowu zaczęłam znikać, powoli odnajduję dawno zapomniane ścieżki wiodące do doskonałości.
Ale jednocześnie nie zatracam się w tym, trzymam się ludzi, bo teraz już wiem, że tylko dzięki nim nie stracę kontroli.
Wypalam mnóstwo papierosów, a zbawienny dym uśmierza ból i głód, niweluje strach. Piwo pite w lesie też pozwala zapomnieć, na chwilę się oderwać od tego wszystkiego co kiedyś sprawiało, że się cięłam, głodziłam i rzygałam.
Czasem czuję lekki wstyd, że sprzeniewierzyłam się swoim ideałom, ale to był jedyny sposób, żeby zacząć się uwalniać.
Dziś się nie ważyłam. Wczoraj nie liczyłam kalorii. Dziś ćwiczyłam i zjadłam czekoladę. Znowu jest dobrze.
Jutro jadę z N. na 'Igrzyska śmierci', więc czeka mnie picie w kinie, oglądanie filmu w stanie lekkiej nieświadomości i kolejny dzień bez Any. Czasem myślę, że tak powinno wyglądać moje życie.
I tylko chwilami mam ochotę znowu leżeć całymi dniami w łóżku nie robiąc niczego poza czytaniem książek i nie kontaktując się ze światem zewnętrznym.
Ale teraz wiem, że tak nie można żyć. Nie mogę ciągle uciekać przed życiem, bo boję się tego co może mi przynieść. Muszę nauczyć się cieszyć z każdej chwili i nie żałować niczego.
Ale jednocześnie nie zatracam się w tym, trzymam się ludzi, bo teraz już wiem, że tylko dzięki nim nie stracę kontroli.
Wypalam mnóstwo papierosów, a zbawienny dym uśmierza ból i głód, niweluje strach. Piwo pite w lesie też pozwala zapomnieć, na chwilę się oderwać od tego wszystkiego co kiedyś sprawiało, że się cięłam, głodziłam i rzygałam.
Czasem czuję lekki wstyd, że sprzeniewierzyłam się swoim ideałom, ale to był jedyny sposób, żeby zacząć się uwalniać.
Dziś się nie ważyłam. Wczoraj nie liczyłam kalorii. Dziś ćwiczyłam i zjadłam czekoladę. Znowu jest dobrze.
Jutro jadę z N. na 'Igrzyska śmierci', więc czeka mnie picie w kinie, oglądanie filmu w stanie lekkiej nieświadomości i kolejny dzień bez Any. Czasem myślę, że tak powinno wyglądać moje życie.
I tylko chwilami mam ochotę znowu leżeć całymi dniami w łóżku nie robiąc niczego poza czytaniem książek i nie kontaktując się ze światem zewnętrznym.
Ale teraz wiem, że tak nie można żyć. Nie mogę ciągle uciekać przed życiem, bo boję się tego co może mi przynieść. Muszę nauczyć się cieszyć z każdej chwili i nie żałować niczego.
w środku mnie
rozrasta się drzewo
gałęzie ciasno
przylegają do moich żył
korzenie
krew moją piją
brunatnieją
zaschłe usta moje
w środku mnie
panoszy się głód
jak żołnierz pośród zdobytego miasta
dzień jest biały
jak rozżarzona krew
bez horyzontu
na którym
mogłabym postawić moją miłość
powiedzieć
żyj
Poświatowska
rozrasta się drzewo
gałęzie ciasno
przylegają do moich żył
korzenie
krew moją piją
brunatnieją
zaschłe usta moje
w środku mnie
panoszy się głód
jak żołnierz pośród zdobytego miasta
dzień jest biały
jak rozżarzona krew
bez horyzontu
na którym
mogłabym postawić moją miłość
powiedzieć
żyj
Poświatowska
Tagi:
***
Słucham najsmutniejszych piosenek Christiny Aguilery i ryczę, korzystając z tego, że nikogo nie ma w domu. Znowu ogarnął mnie nastrój melancholii, zniechęcenia i zmęczenia.
Po co robię to wszystko? Dlaczego jestem taka, jaka jestem? Czemu nie potrafię normalnie jeść? Jaki sens mają moje chore marzenia? Dlaczego nawet nie chcę pomocy?
Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.
Chciałabym się w końcu uwolnić od Any, ale prawda jest taka, że Ona jest wszystkim co mam. Bez niej jestem nikim.
Przez cały weekend tylko spałam, spałam, spałam, a w nielicznych momentach przytomności oglądałam wciąż na nowo ostatni odcinek Sherlocka i Code Geass, za każdym razem zanosząc się spazmatycznym łkaniem, i czytałam wiersze Poświatowskiej, smakując każdy wyraz i delektując się każdym wersem.
Niedługo słowa zastąpią mi jedzenie. Będę karmiła się poezją, oddychała cytatami, a książki będą utrzymywały mnie przy życiu.
Może wtedy nie potrzebowałabym Any, a w moich żyłach płynąłby zamiast tłuszczu czarny atrament.
Po co robię to wszystko? Dlaczego jestem taka, jaka jestem? Czemu nie potrafię normalnie jeść? Jaki sens mają moje chore marzenia? Dlaczego nawet nie chcę pomocy?
Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.
Chciałabym się w końcu uwolnić od Any, ale prawda jest taka, że Ona jest wszystkim co mam. Bez niej jestem nikim.
Przez cały weekend tylko spałam, spałam, spałam, a w nielicznych momentach przytomności oglądałam wciąż na nowo ostatni odcinek Sherlocka i Code Geass, za każdym razem zanosząc się spazmatycznym łkaniem, i czytałam wiersze Poświatowskiej, smakując każdy wyraz i delektując się każdym wersem.
Niedługo słowa zastąpią mi jedzenie. Będę karmiła się poezją, oddychała cytatami, a książki będą utrzymywały mnie przy życiu.
Może wtedy nie potrzebowałabym Any, a w moich żyłach płynąłby zamiast tłuszczu czarny atrament.
Tagi:
...
Nie wiem co się ze mną dzieje. Wczoraj byłam ze znajomymi z klasy na piwie w lesie, potem wstawiona odprowadzałam H. na autobus, a potem jeszcze szłam do biblioteki, bo nie mogłam wrócić w takim stanie do domu. Pijackie poszukiwania okazały się skuteczne i teraz zaczytuję się w Sherlocku i Poświatowskiej.
Ale mam takie dziwne wrażenie, że to nie ja. Przecież nigdy nie chodziłam na piwo, nie paliłam, nie gadałam z chłopakami, czuję, że się zmieniłam i szczerze mówiąc, nie wiem czy na lepsze.
Chociaż na pewno dobre jest to, że wczoraj nie liczyłam kalorii. I na pewno dobre jest to, że wyszłam już z najmroczniejszego okresu mojego życia. Na pewno dobre jest to, że przestałam się izolowac.
Złe natomiast jest to, że nie pozbyłam się Any. Złe jest, że nadal codziennie się ważę. Złe jest to, że nadal marzę o chudości i perfekcji.
Ale mam takie dziwne wrażenie, że to nie ja. Przecież nigdy nie chodziłam na piwo, nie paliłam, nie gadałam z chłopakami, czuję, że się zmieniłam i szczerze mówiąc, nie wiem czy na lepsze.
Chociaż na pewno dobre jest to, że wczoraj nie liczyłam kalorii. I na pewno dobre jest to, że wyszłam już z najmroczniejszego okresu mojego życia. Na pewno dobre jest to, że przestałam się izolowac.
Złe natomiast jest to, że nie pozbyłam się Any. Złe jest, że nadal codziennie się ważę. Złe jest to, że nadal marzę o chudości i perfekcji.
Tagi:
...














